piątek, 15 marca 2013

[001] Po moim trupie, Josh.

Perspektywa Daphne

                    Słońce przebijało się przez zasłony, rzucając swoje promienie na zakurzoną podłogę, a także moją twarz. Ranek. 
– Głupie słońce! – powiedziałam sama do siebie wściekła. Miałam taki piękny sen. Szarpnęłam za zasłonę, pociągając ją w bok. Teraz cały pokój tonął w promieniach tej gwiazdy. Przeczesałam palcami włosy, biorąc głęboki wdech. Daphne, spokój przede wszystkim.
Ah, chyba coś jest ze mną nie tak, skoro wściekam się na słońce.
Nacisnęłam klamkę i wyszłam na korytarz. Josh też teraz wypełzał ze swojego pokoju. Wymieniliśmy znaczące spojrzenia. Rzuciłam się do drzwi łazienki i zatrzasnęłam je rodzeństwu przed nosem, przekręcając kluczyk. Walił w nie mocno.
– Daphne, otwieraj! Otwórz te pieprzone drzwi! – wydarł się pomiędzy jednym uderzeniem a drugim.
– Po moim trupie, Josh. – zaśmiałam się, po czym zrzuciłam z siebie bokserkę oraz dresy, które służą mi za piżamę. Napuściłam wody do wanny i rozkoszowałam się samotnością. Znowu walnął w drzwi, tylko tym razem mocniej. – Weź tą łapę, debilu i daj mi spokój!
– A, zamknij się kobieto! – odpowiedział i zobaczyłam, jak klucz rusza się w przód i w tył. Pewnie próbował spinką otworzyć drzwi..
– Ani mi się waż. – wycedziłam przez zęby. Mój brat tylko zaśmiał się szyderczo. – Nie odważysz się otworzyć tych drzwi. 
– Skąd to możesz wiedzieć? – zapytał.
– Bo zrobię to. Mamo! – wydarłam się na całe gardło. – Josh chce otworzyć drzwi, kiedy ja się kąpię!
– Nienawidzę cię. 
– Wzajemnie. – zaśmiałam się triumfalnie, bo słyszałam już kroki rodzicielki na schodach.
– Joshep, odejdź od tych drzwi. Twoja siostra jest tam chyba czymś zajęta! – mój brat mruknął tylko coś w odpowiedzi. Wygrałam.
                   Po trzydziestu minutach siedzenia w wannie otuliłam się pomarańczowym, puchatym ręcznikiem. Umyłam jeszcze zęby, ręce i twarz. Rozczesałam włosy szczotką i wzięłam moją fioletową kosmetyczkę, po czym wyszłam. Pod drzwiami siedział Josh.
– I co? Wygrałam!
– Jeszcze się policzymy, mała. – mruknął, po czym zamknął za sobą drzwi, a ja usłyszałam szczęk klucza. 
– Taa.. na pewno. – szepnęłam sama do siebie i zniknęłam w swoim pokoju. Ubrałam się w dość ciepły zestaw, bo po porannej, ładnej pogodzie znikł ślad. Włosy, jeszcze wilgotne, zostawiłam rozpuszczone i zeszłam na śniadanie. Usiadłam przy blacie, imitujący czarny marmur. Spojrzałam na mamę. Blond włosy, sięgające jej do pasa, nadawały czterdziesto ośmio latce młodzieńczego wyglądu. Czarne, inteligentne oczy, były utkwione w zegarze, wiszącym na ścianie. Całkowity brak zmarszczek dzięki kremom stosowanym już za lat wczesnej młodości kobiety wydawał się ujmować jej lat, a także jakby nie pasował do reszty jej ciała. Westchnęłam. Mama zawsze była ładna. Nagle kobieta odwróciła się i spojrzała na mnie.
– Są naleśniki. Chcesz? – zapytała. 
– Tak. Umieram z głodu. – uśmiechnęłam się lekko. – Idę dzisiaj do klubu pływackiego, podwieziesz mnie?
– Co? Oh, tak. Oczywiście, Daphne. Jednak będziesz tam ostatni raz.. wiesz przecież, że musicie zacząć ćwiczyć, a niedługo unicestwicie swojego pierwszego ducha.. – powiedziała.
– Ostatni raz.. – szepnęłam wypranym z emocji głosem. Nie wiem, co poczułam na te słowa. Nie była to złość, smutek czy jakaś pustka. Nie mam pojęcia, jak nazwać te emocje, które się wtedy we mnie tłumiły. Josh zszedł po schodach i wparował do kuchni. 
– To co dzisiaj mamy do żarcia? 
– Naleśniki. – wychrypiałam, przeczesując palcami mokre włosy. Nagle z laptopa mamy wydobyło się jakieś skrzeczenie.
– Halo, Alison? Masz przy sobie dzieciaki? – usłyszałam męski głos.
– Tak Paul. O co chodzi? – zapytała moja matka.
– Chcę im pokazać, gdzie niedługo się wybiorą. Odwróć monitor w ich stronę. – spojrzałam na brata. Uniósł jedną brew do góry. Zobaczyliśmy murzyna Paula, najlepszego przyjaciela ojca. 
– Cześć, Josh. Witaj, Daphne. Miło mi was widzieć, chociażby przez komputer. – powiedział. – Dobra. Po jutrze wybieracie się do pewnego małego miasteczka ochrzczonego przez ludzi Nawiedzonym Miastem. Macie tu zdjęcia. – na ekranie nagle pojawiły się ujęcia jakiejś opuszczonej wsi, totalnej dziury zabitej deskami.
– Nie wyślesz nas chyba na te zadupie?! – wykrztusiłam. 
– Owszem, wyślę. Miłego pobytu w Nawiedzonym Mieście! – zaśmiał się szyderczo i rozłączył się.

***

Witajcie. Wiem, że nudnawe, jednak rozdziały pierwsze zawsze mi wychodzą od dupy strony. :/ Mimo to mam nadzieję, że wyrazicie swoją szczerą opinię w komentarzu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz